wtorek, 24 stycznia 2017

Firanka na okno dachowe

Lubię robić na szydełku duże rzeczy - bo trochę trwa zanim skończę i nie zastanawiam się co będę robić w najbliższym czasie. Najgorzej co prawda zacząć - no wizja, że tyle rządków do przerobienia też robi swoje ;)
 Firankę zaczęłam robić jeszcze w sierpniu zeszłego roku. Szybko uwinęłam się z jej połową, ale potem ogarnął mnie całkowity zastój, aż do października.

 Kończenie tej firanki nie obyło się bez problemów. Najpierw zwątpiłam, czy będzie mi pasować na to okno, które chciałam - czyli dachowe, i przyszykowałam się na okno w salonie (które jest większe). Zrobiłam szeleczki w odpowiednim rozmiarze. I tu był pierwszy zonk - nie przewidziałam, że aby założyć firankę będę musiała zdemontować karnisz (od kilku lat tylko przewieszałam materiał). Musiałam spruć i wymyślić coś innego. Stwierdziłam, że zrobię zapinanie na guziczki. Przywiesiłam firankę na okno i się zdziwiłam, że taka krótka.... ;) Na dachowe wydawała mi się za duża, no ale co mi szkodziło przymierzyć. Pasowała na szczęście - szkoda by było tyle pracy. (no chyba jedynie w ramki oprawić). Powiesiłam wreszcie w listopadzie i trochę mi psikusa sprawiła - co pod nią przechodziłam to miałam wrażenie, że mam śnieg na oknie ;)
Szelki zostały takie długie jak zrobiłam na salonowe okno i teraz tak sobie wiszą - może kiedyś coś do nich doczepię.
Dzięki zapinaniu na guziczki można firankę odpowiednio naciągnąć. Oczywiście nie za mocno - dolny drążek mam rozporowy i za pierwszym podejściem nie wytrzymał i się uwolnił) Górny drążek jest "typowy" do zazdrostek. Na razie jest przyklejony. Zobaczę jak się będzie sprawował z firanką przez lato - jest to południowe okno i słonko potrafi przygrzać - nie wiem jak to wpłynie na klej. Najwyżej trzeba będzie przygwoździć do okna.
Wzór na firankę pochodzi z "Moje robótki" nr 3 z 2002r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz