niedziela, 9 czerwca 2013

Gdzie można znaleźć śnieg w końcu maja?

No nareszcie się dorwałam do kompa - jak się dorwę gdy dzieciaki nie śpią to mnie wykurzą albo zaleją falą pytań kiedy im włączę gry albo bajki. No i nareszcie kończy się weekend - oj dali mi czadu przez te dwa dni. Mam wrażenie, że im bardziej jestem chora (znowu zatoki mnie zaatakowały - po raz 3) i im bardziej bym chciała zażyć trochę ciszy i spokoju bo głowa pęka tym bardziej oni się nie słuchają i robią sobie na złość a potem wrzeszczą i wzywają mnie na pomoc. Choć z drugiej strony szkoda, że weekend się kończy bo znowu trzeba do pracy wstać a ostatnio jakoś nie bardzo mam chęci. Mam nadzieję, że to tylko wpływ pogody i ten nastrój mi przejdzie. W końcu ile może padać. Czas się w końcu zabrać za ogródek :) Udało mi się troszkę chwastów pousuwać i powyrywać kwiaty, za które już od roku się zabieram - no ale z maludami (zwłaszcza z Szymonem) nie bardzo było to możliwe - ciągle trzeba było pilnować albo ładowali się na ręce. A w tym roku już można coś zdziałać :) Ponieważ czas się kłaść - jutro do pracy - to mała fotorelacja z pobytu w Kotlinie Kłodzkiej. Oczywiście padało, ale udało się coś dzieciakom pokazać. Melanii się podobało chodzenie po górkach zamiast dnia dziecka w przedszkolu (a najlepsze jak wróciliśmy okazało się, że Dzień dziecka przesunięto na poniedziałek z powodu pogody). Pierwszy dzień - Kopalnia Złota w Złotym Stoku (niestety większość fotek kiepskiej jakości: Dupochlast
Wejście do kopalni Piec do wytopu złota Wejście do Sztolni Czarnej a w niej po zejściu 25m w dół kręcąc się po schodach w jedną stronę można zobaczyć podziemny wodospad Wodospad jest zasilany głównie wodami opadowymi - czyli dobrze, że padało ;) Aby wyjść na zewnątrz na szczęście nie trzeba wchodzić po tych kręconych schodach tylko wyjeżdża się kolejką (Szymek nie chciał opuścić peronu po przejażdżce - chciał znowu jechać). Drugi dzień - zdobywaliśmy Szczeliniec i Błędne Skały Na szczycie mały posiłek - należał się :) Dzieciaki zadziwiająco dzielnie pokonały same całą drogę. Powoli schodzimy do Diabelskiej Kuchni a tam czekała na nas niespodzianka ŚNIEG (pieklo zamarzło chyba ;) ) Droga z Diabelskiej Kuchni do Piekiełka Piekiełko -a na jego dnie - woda. Piekiełko ma 25m głębokości - mogłam sobie naocznie zobaczyć jak głęboko schodziłam aby obejrzeć podziemny wodospad. Jesteśmy w Niebie :) Momentami było ślisko i błotnisto Dzieciaki bez problemu a rodzice po kolanach :) Kwoka Tu było przyjemnie ciepło a za chwilkę na tarasie widkowym nas wywiało i zaczynamy zejście cały czas w dół Po zejściu odwiedziliśmy jeszcze kilka dinozaurów, które zamieszkału u podnóża Szczelińca. Dzieciaki dostały po gofrze Melania i Tymon z bitą śmietaną (Tymon zjadł tylko śmietanę) a Szymon z dżemem. Panie nie żałowały tych dodatków :) Jak wsiadalisśmy do samochodu zaczynało kropić. Trzeciego dnia głównie padało więc siedzieliśmy a w większości spaliśmy w domku. W dniu powrotu zachaczyliśmy jeszcze o Polanicę Zdrój - chciałam aby Melania zobaczyła jak wygląda gdy nie ma śniegu (była zimą na nartach z dziadkiem) I o dziwo przypomniała sobie, że była w parku zdrojowym. Dzieciaki zainteresowały tylko fontanny, ale i one nie były w stanie przebić karmienia gołębi (na drugi raz kupię bagietkę) Szymuś to gonił nawet za kosem aby mu dać kawałek bułki, ale kos uparcie odmawiał... Pozdrawiam i życzę słonka :)

2 komentarze: