sobota, 28 lipca 2012

Upał :(

nie wiem jak was, ale mnie strasznie męczą upały. Normalnie wegetuje zamknięta w domu z pozasłanianymi oknami. Marzy mi się temperatura w granicach 26 stopni maksymalnie. W ogródku nie ma jak pracować - jedynie tak jak dziś do 10 - trochę skalniak obdziubałam bo zaczął trawą zarastać.Na szczęście wieczorkiem nadeszły chmury i troszkę zelżało - wyszłam z chłopakami i psem na spacer. Im też upał dziś odebrał siły - Szymek zasnął już przed 20-tą (ewenement). A ja skoro na dwór nie wychodzę skończyłam wreszcie kieckę dla Barbi - a zaczęłam ze 3 miesiące temu (ale ręczne obszywanie było ponad moje siły wieczorem).
Sukienka wykonana z nogawki od legginsów - haft już się na niej znajdował - więc częściowo poszłam na łatwiznę ;) Poniżej sukienka wykonana przez Melanię. Widząc jak szyję też stwierdziła, że ona uszyje sukienkę. Odcięłam kawałek starych rajstop dziecięcych, zaczęłam obszywać brzeg, ale szybko się znudziła - więc naszyła koraliki (było ich troszkę więcej, ale urwały się w czasie zabawy) Ja zeszyłam z jednej strony na ramieniu aby sukienka nie spadała.
Pozdrawiam i dziękuję za komentarze :) DO petra bluszcz : W Śmiełowie byłam, ale tylko przejazdem - więc tak jak bym nie była, w Dobrzycy nie byłam w ogóle - więc dziękuję za polecenie - muszę zaznaczyć jako kolejne miejsca na wycieczki :) Ja polecam jeszcze pałac w Gołuchowie (niedaleko można obejrzeć żubry). Życzę zdrówka i dużo spokoju :)

poniedziałek, 23 lipca 2012

Pałac i zamek

W poprzednią środę postanowiłam zaurlopować. Mieliśmy gości z dość odległych stron (jeden z Belgii, drugi z Podlasia). We wtorek byli w Poznaniu sami a następnego dnia postanowiliśmy pozwiedzać razem. Padło na pałac w Rogalinie i zamek w Kórniku. Rogalin zwiedzaliśmy na początku (krócej otwarty, a w środy bilety za free). Wszelkie informacje tutaj oraz tutaj Byliśmy w pałacu jakieś 3-4 lata temu, ale wtedy w ogóle nie weszliśmy - akurat rozpoczął się remont - nawet z zewnątrz się za bardzo nie prezentował. Obecnie wygląda okazale.
Niestety przed pałacem nie jest jeszcze zrobiony podjazd. W środki jak na razie "gołe" ściany. Przygotowywane są plany drugiej części "remontu". Pałac ma bowiem tak wyglądać jak przed wojną. A z oryginalnego wyposażenia zachowało się niewiele - Raczyńscy część wywieźli, w czasie wojny była tu szkoła hitlerjugend, potem posterunek milicji. Dość powiedzieć, że z pieca kaflowego, który stał w bibliotece a miał ponad 3m wysokości zostało kilka oryginalnych kafli(a propos - w piecach palono od tyłu aby nie brudzić w pokojach). Tak pałac prezentuje się w środku (można robić zdjęcia - bo nic nie ma ;) )
porównanie: przed wojną, w czasie remontu i stan obecny:
Kołyska:
Sufit w bibliotece:
Klatka schodowa:
Część mebli i obrazów można oglądać w bocznym skrzydle:
Londyński pokój Edwarda Raczyńskiego:
Po obejrzeniu pałacu ruszyliśmy obejrzeć ogród w stylu francuskim przechodzącym w angielski. Idąc od pałacu po prawej stronie jest polana rekreacyjna - można na niej zrobić sobie picknik :) Oczywiście dzieciakom bardziej podobało się w ogrodzie niż w pałacu. Na szczęście większe opady zastały nas w pałacu i dzieciaki mogły pobiegać. Z ciekawostek - bywał tu Henryk Sienkiewicz -tu pisał Rodzinę Połanieckich (a nenufary rosły pewnie w pobliskim stawie - fotek niestety brak :( )
Pałac od strony ogrodu:
Dotarliśmy również do dębów. Po kolei prezentują się: Lech, Czech i Rus oraz Edward:
Ogród z "bocznej" ścieżki:
i kwiaty - nie wiem jak się nazywają, ale zapach miały upojny i chyba miododajne - przyciągały mnóstwo trzmieli
Odwiedziliśmy też powozownię:
Pojazd zimowy dla milusińskich:
Okolice pałacu
Niestety ze względu na remont nie można wejść do Galerii Malarstwa Polskiego. Do kaplicy mauzoleum nie dotarliśmy - czas nas ponaglał - Kórnik czekał. Z zamku mam tylko 2 fotki (mało reprezenatywne):
Fotki w zamku można robić po zapłaceniu 10zł. Wstęp 14 zł normalny, rodzinny 30zł.(parking koło zamku 10zł, ale czas postoju nieograniczony) Zamku całego nie zwiedziłam - dzieci miały pilną potrzebę. W Arboretum też nie byliśmy - głód nas przycisnął (a właściwie chęć na obiadek). Informacje o zamku jak i wirtualna wycieczka tutaj oraz tutaj Dzień był pełen atrakcji -chłopaki zasnęli w samochodzie (w końcu prawie cały dzień na nogach). Niestety przy wynoszeniu z auta się obudzili - i znowu happy hours do 21. A mnie katarek dopadł :( Dzięki za dotrwanie do końca, dziękuję za pozostawione pod ostatnim postem komentarze, pozdrawiam i zapraszam do zwiedzania :)

wtorek, 17 lipca 2012

Strefa Militarna

Strefa Militarna - impreza odbyła się po raz 5-ty w tym roku, ale jakoś dopiero w miniony weekend dotarłam tam po raz pierwszy a mam rzut beretem. Zazwyczaj kończyło się moje obcowanie z tym przedsięwzięciem na obejrzeniu przejazdu i pokiwaniu uczestnikom ;) Zawsze coś mi wypadało. No ale w tym roku postanowiliśmy wreszcie się wybrać i zrobić dzieciakom frajdę. Mąż miał wolne dni więc nic nie stało na przeszkodzie. Ledwo wkroczyliśmy na teren Folwarku w Podrzeczu przywitał nas przejazd czołgu. Oto on na Dużej Arenie:
Tuż obok zastaliśmy jeszcze resztki husarii. oj żałuję, że nie pojechaliśmy wcześniej na pokaz z ich udziałem, ale cóż robić - dzieci mają swoje prawa (w tym prawo do snu ;))
Na szczęście zdążyliśmy na występ zespołu „Pipes & Drums” z Częstochowy. Za dużo co prawda nie obejrzałam - Melanii śpieszyło się do oglądania "wojny", szkoda :(
Oto żołnierze z czasów wojny secesyjnej - przyjechali prosto ze Stanów:
Tak bronili się przed kawalerią - musieli jeszcze założyć bagnety na broń
Podobno strzelać było najlepiej jak widziało się białka oczu przeciwnika:
Broń palna jak widać "dymiła" niemiłosiernie. Podobno podczas którejś z bitew przez te dymy żołnierze stracili orientacje w terenie. A teraz troszkę zimy latem :)
Rowery bojowe - oczywiście sprawne
Dzieciakom się podobało, no z wyjątkiem Tymka. Nie chciał nigdzie stanąć do zdjęcia tylko "do domu". Wystrzały były niestety dla niego za głośne. Jedyną osłodę stanowił dla niego widok koni. Te służyły ułanom:
Melania za to obsłużyła działko przeciwlotnicze
i zaprzyjaźniła się z jednym z najmłodszych uczestników Strefy.Chłopczyk miał ciekawy strój - bluzeczka miała na ramionach specjalne szlufki na szeleczki aby się nie zsuwały tylko robiły to co mają robić - czyli podtrzymywały spodenki. Ja się z czymś takim jeszcze nie spotkałam.
Tak patrząc na fotki to widzę, że umknęły mi gdzieś panie. A pięknie wyglądały w tych mundurach i strojach cywilnych. W programie był też pokaz mody z lat 30-tych i 40-tych. Niestety tuż przed nim stwierdziliśmy patrząc w niebo, że czas do domu. Wysiadaliśmy z samochodu w kroplach deszczu. Za długo co prawda nie padało, ale okazało się, że decyzja była słuszna - Tymek poległ już w samochodzie. Szymek już już kapitulował przed bramą jednak po przyniesieniu go do domu troszkę doszedł do siebie. A jak usłyszał szum wody nie dal za wygraną i trzeba d\go było wykąpać - szalał potem jeszcze ze 3 godziny. Nie do zdarcia zawodnik. A liczyłam, że będę miała wieczór dla siebie. Pozdrawiam ciepło wszystkich zaglądających :)

sobota, 14 lipca 2012

Wiśniowo mi

Tak właśnie upłynął tydzień - pod znakiem wiśni. Zaczął się od wtorku co prawda - wtedy pojechaliśmy całą rodzinką zrywać, ale zdominowały resztę dni. Zrywaliśmy u koleżanki (potem dostanie w nagrodę "nasze" śliwki). Moje zrywanie polegało głównie na pilnowaniu najmłodszego Szymona aby nie zrobił miazgi z owoców. Mimo pilnowania i tak wyglądał jakby kogoś właśnie zamordował ;) A po powrocie do domu i położeniu dzieciaków spać razem z mężem zajęliśmy się przerobem. Tego wieczora część wiśni została wydrylowana i zasypana cukrem. Postały tak całą nockę - po powrocie z pracy zrobiłam konfitury. Ponieważ nie chciałam za dużo płynu w konfiturach część została przeznaczona na sok (pycha). Do południa mąż z moja mamą robili kompoty. A wieczorem znowu drylowanie - wiśnie w soku własnym (z myślą o placku). No i na zupę. Oto kilka fotek z przerobu:
Wiśnie w soku własnym
Sok wiśniowy - niestety na jeden słoik żadna nakrętka nie chciała pasować. Wszystkie się przekręcały :)
Konfitury - jeszcze stygną pod kocykiem. Żałuję, że nie zrobiłam placka z wiśniami albo babeczek, ale leżeć to już one nie mogły - jeszcze jeden dzień i by było "wino" a mi już brakło czasu na wypieki. Dla zainteresowanych podaję przepis na zupę: 600g wiśni (mogą być też różne owoce: jabłka, truskawki, maliny lub jabłka gruszki, morele albo morele, maliny i czereśnie albo wiśnie, jagody i arbuz; ja zrobiła tylko z wiśni bo innych owoców akurat nie posiadałam); 1l wody; 100-150g cukru; 250 ml śmietany. Owoce opłukać, usunąć pestki (usunąć skórki i gniazda nasienne z pozostałych). Zalać wodą i gotować tak długo, aż się całkowicie rozgotują. Przetrzeć przez sito (ja zmiksowałam blenderem). Doprawić cukrem (jego ilość zależy od owoców). Wymieszać z wywarem w którym się owoce gotowały. Dodać śmietanę i wstawić do lodówki lub podawać ciepłą. Zupę można podawać z biszkoptami lub grzankami usmażonymi na maśle. Ja miałam z makaronem, ale i tak pycha :)