czwartek, 2 lutego 2012

Konfitura na zimę :)

I znowu mnie dłuższy czas nie było. Oj ciągle coś na przeszkodzie stoi. A to dzieciaki chore (głównie Melania), a to do mnie się coś dobiera (ciągle walczę z zatokami). W pracy się trochę nazbierało - nawet do domu na weekend przyniosłam choć obiecałam sobie, że nie będę tego robić :(
Od 2 dni czyszczę ściany - Tymek zabawił się w Michała Anioła i upiększył wszystkie ściany w "salonie" woskową kredką.
A wczoraj trafiła się wisienka do tego tortu - nasza kotka postanowiła załatwić się na wykładzinę w sypialni. Dobrze tylko, że na ten kawałek, z którego zrobiłam chodniczek przy łóżeczku Tymka i można to było szybko usunąć z pokoju ;)
Na osłodę życia pozostała mi konfitura z pomarańczy - zrobiłam ją co prawda z dwa tygodnie temu, ale nie miałam kiedy zrobić fotki - muszę uważać kiedy biorę aparat bo potem mam za dużo chętnych do pstrykania fotek.
Konfitura powstała gdy stwierdziłam, że już czas najwyższy skonsumować pomarańcze zalegające w lodówce (niektóre robiły się już podejrzanie miękkie)
Przepis znalazłam w książce p.Ireny Gumowskiej - Słońce w słoikach:
- 1kg pomarańcz (najlepiej nie za bardzo słodkich (czyli nic straconego jak kupimy przypadkiem kwaśne ;)
- 1kg cukru
Z pomarańczy zdejmuje się skórkę razem z białą błonką a potem kroi w plasterki, moczy się je przez 5-6min w gorącej wodzie, odsącza i wyjmuje wszystkie pestki. Teraz trzeba plasterki zważyć i wziąć tyle samo cukru, zalać wodą (2szklanki na 1kg cukru) i doprowadzić do wrzenia. Wrzucić plasterki pomarańcz i kilka kawałków skórki, którą przedtem trzeba gotować ok. 10 min. i odsączyć. Konfitury smażyć na małym ogniu przez ok. 1 godz. i zdjąć z ognia. Następnego dnia znów smażyć ok. 30 min i gotowe konfitury wkładać do słoików.


Moja konfitura wyszła bardzo słodka bo pomarańcza były "niestety" z tych słodkich. A skórki, które zostały usmażyłam - i znowu mam co wcinać :D

Pozdrawiam bardzo ciepło wszystkich zaglądających. Mama nadzieję, że wkrótce nadrobię wizyty na waszych blogach bo widzę, że dużo się dzieje (i oby tak dalej :)

3 komentarze:

  1. To niesamowite! Nie przyszłoby mi do głowy robienie słoików w środku zimy... A tu u Ciebie- proszę bardzo!
    Dla mnie jesień jest porą na przetwory. Potem to już na prawdę nie mam do tego głowy:-)
    Zdrówka dla was wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  2. No i po co ja to czytam zgłodniałam od razu!

    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dżemik wygląda wspaniale! Ja też mam pomarańczowy, tylko że z dyni :) W sobotni poranek, na świeżej bułeczce - rewelacja!
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń