niedziela, 12 lutego 2012

Bezowo...

Nareszcie nadeszła - pani Zima ze śniegiem. Piszę nareszcie - bo lubię śnieg, a do tej pory to był towar deficytowy. Choć i teraz za dużo go niema, ale krajobraz przynjmniej się zmienił i jaśniej się zrobiło :)
Ten śnieg to jak by dla Melanii spadł - zaczął padać gdy akurat stwierdziliśmy, że można ją już puścić do przedszkola. I po powrocie do domu zaraz musiała pobiec zrobić aniołka. Robiła je też wczoraj i dzisiaj - w ogródku już nie ma wolnego miejsca na kolejne ;)
Tymek też chciał robić, ale na razie tak z pewną nieśmiałością. Pewnie kombinuje jak to się właściwie macha.

Śniegu co prawda mało, (a Melania dodatkowo wszystko "pozamiatała" robiąc aniołki) ale udało się troszkę sanki odkurzyć i przeciągnąć po śniegu. Niestety Szymek stwierdził, że sanki są zdecydowani BE i on nie będzie na nie siadał, a nawet nie pozwala mamie ich dotykać. Okazywał to prawie histerycznym płaczem. No cóż - ma prawo do swojego zdania.

A po powrocie ze spacerku razem z Tymem robiłam bezy (Melania wolała czas spędzić u dziadka).
Bezy czekoladowe - niech chociaż troszkę ma tej czekolady Tymuś (jak na razie nie trafiłam na taką co by mogła nie zawierać mleka - to znaczy trafiłam, ale za tabliczkę 10zł+ przesyłka, a to już dla mnie troszkę za drogo :( )

Główny pożeracz w akcji (choć Szymek dzielnie mu pomagał w pochłanianiu) - nawet się nauczył mówić "beza" i potem Szymonowi ciągle powtarzał ;)

I jeszcze raz Bezy - w troszkę innym oświetleniu (troszkę popękały nie wiem dlaczego - zawsze mi coś wyjdzie nie tak, ale ważne, że smakują ;) )

Dla zainteresowanych przepis (pochodzi z Kuchni Polskiej autorstwa p. Łebkowskiego):
- 4 białka (u mnie było 6)
- 200g cukru pudru (300g)
- 1 łyżka cukru waniliowego (tak z 1 i pół łyżki)
- 2 łyżki kakao (3 łyżki - używałam kakao Wawel - jedyne, na którym nie znalazłam napisu, że może zawierać śladowe ilości mleka)
Białka ubić na pianę dosypując 4 łyżki cukru. Ubijać tak długo, aż piana będzie sztywna i lśniąca - wtedy dodać resztę cukru, cukier waniliowy i kakao. Pianę wymieszać i lekko ubić. Masę przełożyć do rękawa cukierniczego (lub innego ustrojstwa o podobnym przeznaczeniu) i formować bezy, wyciskając je na posmarowany tłuszczem papier pergaminowy (ja użyłam papier do pieczenia - i nie smarowałam go tłuszczem) Suszyć 40 minut w temperaturze 120 - 140 stopni. (ja robiłam to na termoobieg najpierw 120 a potem 140 stopni przy lekko uchylonych drzwiczkach piekarnika a i tak coś nie tak bo popękały, ale wyszły w miarę suche w środku).
Pozdrawiam ciepło i papapa

2 komentarze:

  1. Wieki całe nie jadłam bezów...
    I zapomniałam o śnieżnych aniołach :-)
    Niestety mój Wito ma już zdecydowanie dość zimy i baardzo zdecydowanie mówi, że na dwór NIE bo BRRR... (znaczy się zimno :-)) Ale i tak na siłę go zabieram, chociaż na godzinkę dziennie :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci są niesamowite - parę centymetrów śniegu i już uchachane aż miło! A bezy, mmm, słodkości :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń