poniedziałek, 9 stycznia 2012

PoŚwiątecznie

Bardzo dziękuję za życzenia :D Za pamięć i czas :)
Czas szybko leci - troszkę mnie nie było - wzięłam urlop na powitanie Nowego Roku i jak zwykle w dobrym czasie- Melania i Tymek złapali jakiegoś wirusa no i była akcja nocna czyli przebieranie młodych i zmiana pościeli. Na szczęście Szymek został pominięty bo inaczej nasze łóżko też by miało pewnie nową kreację - maluch śpi z nami i jakoś nie mam siły go namawiać na spanie osobno (leniwa jestem i nie chce mi się w nocy wstawać i czekać aż zaśnie).
Byliśmy też z Tymem u lekarza no i teraz mam dodatkową pracę - kazał nam przejść na dietę bezmleczną - zaczynam szukanie odpowiednich pokarmów. Najgorzej z deserkami - bardzo je lubi a tu nie wolno i musimy Szymonowi dawać je pokryjomu. No i koniec z czekoladą - jeszcze nie trafiłam na odpowiednią. Tymuś po tym wypadzie do Poznania załapał katar :( i teraz razem z Szymkiem się leczą (bo małemu zęby wychodzą i zasmarkany niestety)
Na szczęście jakoś sytuacja z chrobami została na tyle opanowana, że udało się zrobić Szymkowi roczek. Co prawda urodziny ma w Sylwestra, ale trzeba je było wyprawić później.
Zastępczy tort urodzinowy (a z tyłu babeczki reniferki na imieniny Melanii)

Właściwy tort urodzinowy z masą śmietankową i polewą czekoladową (właściwie masą z czekolady i serka śmietankowego - taka sama była na babeczkach - przepis na stronce kotlet.tv). Szymek pilnie trenował i elegancko zdmuchnął świeczkę (choć miał chwilę zawachania czy nie zadusić ręką)


Na zakończenie jeszcze dwie rzeczy. Jedna przedświąteczna - ostania z zażyczonych przez córkę sukienek dla laki

I poświąteczna - pozostałości po pomarańczach -skórki. Uwielbiam je (mogłabym je jeść i jeść choć nie wiem czy to zdrowe tak zajadać się skórami z pomarańczy). Zrobione według przepisu z książki p. Gumowskiej : skórki moczyły się parę dni w codziennie zmienianej wodzie (czekały aż się ich trochę uzbiera i jak ja znajdę czas), potem osączone zostały na sitku i przesmażone 3x w syropie cukrowym (u mnie wyszło 4x) Na syrop tyle cukru ile ważą skórki. U mnie syrop zrobił się zbyt sztywny więc dolałam troszkę wrzątku i ponownie przesmażyłam króciutko. A na koniec po ostatnim smażeniu prosto do słoiczków.

Mam nadzieję, że niedługo pochwalę się moją robótką szydełkową - robię ponczo dla Melanii - zaczęłam w Sylwestra (zamiast balować ;)), ale niestety szydełko okazało się za małe, a ponieważ wszędzie inwentury więc robota ruszyła porządnie dopiero wczoraj :)
Pozdrawiam ciepło

4 komentarze:

  1. Torcik wygląda smakowicie...
    W zasadzie to chciałam Ci napisać coś o tym spaniu z maluchem. Wito wszedł do naszego łóżka gdy miał rok ( nie dawałam rady wstawać po pięć razy na noc...) Wyprowadziłam go od nas w rok później... W zasadzie to i on i my do tego dorośliśmy... Teraz ma 2 i pół roku. Zasadniczo śpi u siebie (nad ranem często jednak trafia do nas) Niestety Wito jest z tych źle sypiaj acych...Nadal muszę przynajmniej raz do niego wstawać... Dlatego doskonale rozumiem, że śpicie ze swoim najmłodszym...
    Zdrówka dla dzieciaków!
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Ewo!:) Już myślałam , że gdzieś wybyłaś albo coś a tu czytam , że wirusy Was dopadły. Ale na szczęście już sytuacja opanowana:) Tort wygląda tak smakowicie, że nic tylko go pochłonąć:) Sukieneczka dla lali Melani jak zwykle zrobiłaś uroczą:) Moja mama też kiedyś tam robiła takie skórki - tyle, że przystrajała nimi torty - chociaz czasami udało mi się trochę skubnąć:) Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!:) Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję chorych dzieciaczków. Ale widzę, że je rozpieszczasz takimi smakowitymi pomarańczami :) Aż mi na łączach zapachniło :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma to jak maminy tort :)
    Zapraszam na candy u mnie- szyciowe :)

    OdpowiedzUsuń