wtorek, 24 stycznia 2012

Zestaw karnawałowy

Oj dziewczyny troszkę wam zazdroszczę tego czasu na tworzenie. Czasem nie mam nawet czasu zajrzeć co tam u was słuchać (a dodatkowo komp na korytarzu stoi i tam zimno). Ja znowu zmagałam się z chorobami - najpierw Melania miała 3 dni gorączkę (w końcu wyszło - zatoki), a potem Tymek też z gorączką - lekarka stwierdziła nieżyt żołądka - potem mi się przypomniało, że zjadł z pół paczki tych cukierków co to mają 2 kalorie (za późno zauważyłam)i chyba od tego.
Ja ciągle robię ponczo dla Melanii. Popędza mnie ciągle pytając - A kiedy skończysz?
Dużo nie zostało - ze 4 okrążenia więc mam nadzieję, że wkrótce skończę. A w między czasie zajmuję się cerowaniem skarpetek bo moi po domu tylko w skarpetkach urzędują :) i małymi naprawami odzieży.


Zrobiłam sobie też bardziej twórczą przerwę w zeszłym tygodniu. Kupiłam w lumpie stringi i postanowiłam zrobić strój dla lalki. Wyszedł komplet w sam raz na karnawał. Melanii się najwyraźniej podobał (ważne, że coś pobłyskuje) bo zaraz z modelki ściągnęła i założyła swojej ulubionej lalce.

niedziela, 15 stycznia 2012

Herbatniki prababci

Troszkę z musu ze względu na tą dietę Tymona, ale chyba bardzie dla samej przyjemności pieczenia częściej szukam przepisów na ciastka.
Poprzednie już prawie zniknęły. Sama się powstrzymuję aby ich nie wyjadać z puszki. Kuszą tym swoim zapachem niemiłosiernie.
Dziś upiekłam z Tymkiem tytułowe herbatniki prababci. Przepis znalazłam w książce o herbacie Małgorzaty Capriari

Składnkiki:
12,5 dag cukru
25 dag mąki pszennej
15 dag masła (ja użyłam margaryny bezmlecznej)
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka mielonego cynamonu
garść rodzynek
aromat rumowy

Mąkę, proszek do pieczenia i cynamon wymieszać z cukrem i posiekać z masłem. Dodać jajko i suche rodzynki, a następnie szybko zagnieść. Odrywać małe kawałki ciasta, formować kulki lub wałeczki, a potem je spłaszczać, tak żeby przypominały krążki lub zaginać wałeczki w rogalik. Piec w nagrzanym piekarniku (180stopni; 160 - termoobieg)) około 10 minut. Ciasteczka powinny nabrać jasnozłotego koloru i naciśnięte na środku palcem powinny się lekko ugniatać.

Moje ciasteczka są troszkę niedorobione - śpieszyłam się bo Tymek jak zwykle skonsumował by je przed włożeniem do piekarnika ;) A potem troszkę za długo siedziały w tymże piekarniku, bo się za bardzo skupiłam na nakłonieniu Tymona aby spróbował, czy sos i mięso na obiad mu będą smakować (mięsko tak, ale sos nawet z warzywami z wyglądu już nie pasował, na szczęście potem troszkę zjadł z ryżem - o ziemniakach matka zapomnij - choć kiedyś obiad zaczynał właśnie od nich).

P.S.
Mam nadzieję, że poprzednie ciasteczka smakowały :)
Darakw - mam nadzieję, że Twój Mały beędzie cały czas zajadał się jabłkiem i marchewką :). Mój Tymon wcinał kiedyś tylko jabłka - 2 lata temu skusił się na maliny jak się sezon już kończył, czasem zjadł banana. Od pewnego czasu nawet jabłka są beeee. Nie skusi go nawet obietnica ciasteczka czy cukierka po, a skutkuje to w przypadku brania wstrętnych syropów.Eeech. Czasem to mi ręce opadają. Ale je rodzynki ;) Zawsze coś z owoców :)

Dziękuję za komentarze :)
Trzymajcie się ciepło i poręczy (bo ślisko się zrobiło)

środa, 11 stycznia 2012

Efekt poszukiwań

Wczoraj wybrałam się do sklepu poszukać czegoś dla Tymka co by mógł sobie zjeść - czyli bez mleka. Dziad mały nie chce jeść owoców, najbardziej by się objadał deserkami - mlecznymi oczywiście. Jedynie co je z owoców to od czasu do czasu rodzynki. No ale jakąś przekąskę trzeba mu załatwić. Szukałam w słodyczach (choć wiadomo, że to niezdrowe, no ale coś mu trzeba dać jak inni jedzą). no i ręce mi opadły - nic nie znalazłam (no może oprócz żelków) - nawet gorzka czekolada się nie nadaje bo w każdym zakładzie robią coś z mleka i zawsze mogą znaleźć się śladowe ilości :( Czyli co? Mamuśka musi sama coś zdziałać. Padło na ciasteczka z mąki ziemniaczanej. Przepisy znalazłam już przed świętami, ale teraz nadarzyła się okazja wypróbować to cudo :)
Oto one po upieczeniu

Przepis pochodzi z "garnka"

250g masła lub margaryny (u nie była margaryna bezmleczna)
100g cukru pudru
250g mąki ziemniaczanej
150g mąki tortowej
1 cukier waniliowy
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Wszystkie składniki zagnieść i wyrobić. Kulać kuleczki i układać na blaszce wyłożonej papierem nagniatając widelcem. Piec w temp. 160 stopni (termoobieg) do zrumienienia.
Można maczać po upieczeniu w polewie czekoladowej i wiórkach kokosowych - tego nie zrobiłam, ale i tak są pyszne. Smakują podobnie jak ciasteczka maślane :)

P.S.
do bubisa - właśnie dlatego mały śpi z nami - też nie daję rady tyle wstawać. Najstarsza córka też długo z nami spała, ale jak skończyła 2 lata pojechaliśmy z nią "wybrać" łóżko - potem przez cały dzień w nim "spała" ;) teraz ma 5lat i do tej pory nas odwiedza (potwory gdzieś ciągle ma i trzeba ją usypiać), środkowy jakoś od niemowlaka miał tendencje do przesypiania całej nocki (sypiał po 6 godzin) a teraz zazwyczaj sam kładzie się do łóżka i zasypia. Każdy inny ;)
do martadr - mi na szczęście nikt nie podjada skórek - sama je podskubuję ;) na tort też ich troszkę położyłam - specjalnie nie kroiłam w kosteczkę jak do placków bo gdzieś przeczytała, że można nimi ozdabiać torty :)
do petra bluszcz - rozpieszczam, rozpieszczam ;), ale Tymon ma gdzieś pomarańcza, ale co zrobić, mam nadzieję, że w końcu zacznie jeść owoce.
do chabrowa panienka - dziękuję za zaproszenie :)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

PoŚwiątecznie

Bardzo dziękuję za życzenia :D Za pamięć i czas :)
Czas szybko leci - troszkę mnie nie było - wzięłam urlop na powitanie Nowego Roku i jak zwykle w dobrym czasie- Melania i Tymek złapali jakiegoś wirusa no i była akcja nocna czyli przebieranie młodych i zmiana pościeli. Na szczęście Szymek został pominięty bo inaczej nasze łóżko też by miało pewnie nową kreację - maluch śpi z nami i jakoś nie mam siły go namawiać na spanie osobno (leniwa jestem i nie chce mi się w nocy wstawać i czekać aż zaśnie).
Byliśmy też z Tymem u lekarza no i teraz mam dodatkową pracę - kazał nam przejść na dietę bezmleczną - zaczynam szukanie odpowiednich pokarmów. Najgorzej z deserkami - bardzo je lubi a tu nie wolno i musimy Szymonowi dawać je pokryjomu. No i koniec z czekoladą - jeszcze nie trafiłam na odpowiednią. Tymuś po tym wypadzie do Poznania załapał katar :( i teraz razem z Szymkiem się leczą (bo małemu zęby wychodzą i zasmarkany niestety)
Na szczęście jakoś sytuacja z chrobami została na tyle opanowana, że udało się zrobić Szymkowi roczek. Co prawda urodziny ma w Sylwestra, ale trzeba je było wyprawić później.
Zastępczy tort urodzinowy (a z tyłu babeczki reniferki na imieniny Melanii)

Właściwy tort urodzinowy z masą śmietankową i polewą czekoladową (właściwie masą z czekolady i serka śmietankowego - taka sama była na babeczkach - przepis na stronce kotlet.tv). Szymek pilnie trenował i elegancko zdmuchnął świeczkę (choć miał chwilę zawachania czy nie zadusić ręką)


Na zakończenie jeszcze dwie rzeczy. Jedna przedświąteczna - ostania z zażyczonych przez córkę sukienek dla laki

I poświąteczna - pozostałości po pomarańczach -skórki. Uwielbiam je (mogłabym je jeść i jeść choć nie wiem czy to zdrowe tak zajadać się skórami z pomarańczy). Zrobione według przepisu z książki p. Gumowskiej : skórki moczyły się parę dni w codziennie zmienianej wodzie (czekały aż się ich trochę uzbiera i jak ja znajdę czas), potem osączone zostały na sitku i przesmażone 3x w syropie cukrowym (u mnie wyszło 4x) Na syrop tyle cukru ile ważą skórki. U mnie syrop zrobił się zbyt sztywny więc dolałam troszkę wrzątku i ponownie przesmażyłam króciutko. A na koniec po ostatnim smażeniu prosto do słoiczków.

Mam nadzieję, że niedługo pochwalę się moją robótką szydełkową - robię ponczo dla Melanii - zaczęłam w Sylwestra (zamiast balować ;)), ale niestety szydełko okazało się za małe, a ponieważ wszędzie inwentury więc robota ruszyła porządnie dopiero wczoraj :)
Pozdrawiam ciepło