środa, 5 września 2012

Zaplątana

Myślałam, że szybko napiszę kolejnego posta - miał być ciąg dalszy z wakacji a tymczasem zaplątałam się w szafie z ubraniami. koleżanka obdarowała mnie workiem ciuchów i aby je upchnąć postanowiłam zrobić porządek z tym co już mam. Tak się wgryzłam w zawartość, że trzy popołudnia z życiorysu, ale okiełznałam potwora.Ledwo wybrnęłam z szafy to wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot w przetwórstwo śliwkowe właśnie. Kazałam urwać mężowi troszkę śliwek do knedli a okazało się, że trzeba zająć się większością bo zaczynają zbyt mocno odczuwać przyciąganie ziemskie. A te co nie spadały trzeba było ratować przed grzybem i tak kolejne wieczory zajęte - dłubaniem, smażeniem i gotowaniem. Powstało dzięki temu parę słoików nutelli śliwkowej - przepis tutaj. Pycha. Dodatkowo zrobiłam powidła śliwkowe z dodatkiem jabłek oraz kompoty śliwkowo - jabłkowe (tu częściowo dopomógł mąż, choć jak się później okazało chyba zapomniał co do niektórych słoików dodać cukier) No nie zapomniałam też o śliwkach do placka - tu przynajmniej śliwki szybko znikały ze stołu w słoiku ;)
Przepis - połówki śliwek upychamy w słoiku skórkami do góry przesypując 4 łyżkami cukru (na litrowy słoik). gotujemy około 25 minut a potem szybko studzimy (ja dodatkowo odwracam do góry dnem).
Dla odmiany maliny, ale tym zajmowała się moja "brzydsza" połowa. Na zimę do herbatki jak znalazł :) I tydzień mi minął nawet nie wiem kiedy. A w niedzielę wieczorem wróciła Melania z wyjazdu z dziadkami. I nagle odkryłam jak miałam cicho w domu będąc tylko z chłopakami. To znaczy oni też od czasu do czasu coś głośniej nadawali (głównie jak się pokłócili, albo byli na mnie obrażenie bo czegoś zabroniłam), ale Melania ich przebija o głowę w nadawaniu. Od poniedziałku Melania i Tymek chodzą razem do przedszkola. Melania już starszak, ale mówiła, że się jednak trochę bała (może dlatego, że maja od tego roku zajęcia w nowej części przedszkola). Tymuś pierwszy raz poszedł. Oj ciężko było. To znaczy bardzo chciał iść do przedszkola, ale zwątpił po przekroczeniu progu sali (napad histerii). Wczoraj też był wrzask, ale mniejszy i też tylko już na sali. A dziś normalnie mnie zaskoczył. Pełen spokój :) Może dlatego, że Melania była przy nim :) no i zawsze ma ze sobą swojego kotka (jutro chce wziąć lakę).Ważne, że ma pozytywne nastawienie i chce chodzić i nawet obiadki mu smakują. Pamiętam, że Melania nie pamiętała w ogóle co robiła i co jadła w przedszkolu a Tymon powie co na obiadek i pokazuje babci w co się bawili (choć on ma łatwiej bo już to przerabiał w domu z siostrą ;)) Czas kończyć pisanie bo rano to dzieciaki będą mnie budzić że chcą do przedszkola a nie ja je. Życzę wam pozytywnego nastawienia i dziękuję za pozostawione komentarze :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Po urlopie

Witajcie. Przeleciał mi mój urlop nie wiem nie wiem kiedy. No ale tak to bywa - wszystko się kiedyś kończy. Miała pewne robótkowe plany związane z tym czasem, nawet naiwnie wzięłam ze sobą co nieco w podróż. Skończyło się na tym, że zaczęłam i nie skończyłam - sukienkę z materiału dla lalki Melanii i sukienkę na szydełku dla lalki Tymka (a plany były nieco inne). Jestem chyba troszkę zbyt powolna w robieniu. Może w najbliższej dziesięciolatce uda mi się pokończyć ;) Na razie nie pokazuję bo nie ma czego. Będą jedynie foty z wakacji. Na początek kąpiel w Bugu - wlecieliśmy po drodze na Podkarpacie do mojej cioci pod Warszawę:
Wakacje spędzaliśmy niedaleko Leżajska. Niestety trafiliśmy na załamanie pogody i na dodatek Melania dopadła gorączka i w Leżajsku na łazęgach nie byliśmy. W ramach zapewniania rozrywek najmłodszym byliśmy na placu zabaw i w lesie:
Na szczęście w ostatni weekend urlopu pogoda dopisała i gdy byliśmy w Jarosławiu mogliśmy nacieszyć się słońcem. W sobotę trafiliśmy na koncert Lata z radiem. Co prawda na koncercie za długo nie byliśmy, ale dzieciaki się wybawiły (wszystkie atrakcje typu zamki i trampoliny były za darmo i jedynie kolejki ograniczały troszkę dostęp)
W niedzielę poszliśmy na spacer. Trafiliśmy akurat na zlot starych samochodów i motocykli. Na fotce Kino Ikar
Jeden z uczestników zlotu
Kamienica Orsettich
Rynek i zabytkowe samochody:
Zwróćcie uwagę na ramkę do tablicy rejestracyjnej
Ciekawy "kufer" na bagaże (choć w muzeum w kamienicy była piękna walizka podróżna z wieszakami i szufladami (fotki nie mam ze względu na obostrzenia dotyczące fotografowania i dwóch dodatkowych obciążników na ręce w postaci moich chłopaków):
Ratusz z drugiej strony - widoczna zabytkowa studnia:
Szymusiowi bardzo podoba się wszystko co wydaje warkot (od suszarki po samolot), ale na widok motorów wydal z siebie przeciągłe oooOOOOOOOOOOOOoooo. A ten był najpiękniejszy - ze względu na migające diody :
Cerkiew w Jarosławiu:
A na koniec poszliśmy na lody. Dzieciaki miały obiecane i co chwila któryś wołał ;) Żałuję, że nie spróbowałam sernikowych, ale jogurtowe i borówkowe były pyszne :)
Mam jeszcze fotki z pobytu na Jurze, ale na dziś dam już spokój - późno już, a Szymuś jakoś nerwowo śpi - chyba zjadł za dużo śliwek. Pozdrawiam i słonka życzę:)

niedziela, 5 sierpnia 2012

Trzy korony + 1

Miałam napisać tego posta wczoraj, ale nie wyszło. Byłam w głębokim pakowaniu - jutro wyjazd. Nie cierpię się pakować!!!. Za dużo rzeczy aby nie zapomnieć. A na dokładkę, jak zaczynam pakować to wychodzą generalne porządki - zwłaszcza w dziecięcej szafie. Choć z drugiej strony patrząc może i dobrze - zazwyczaj brak mi czasu na takie przeglądanie, ale teraz też go za wiele nie mam. W tym roku jednak już mam w miarę poukładane w samochodzie co mnie bardzo cieszy. A wracając do tematu. Melania suszyła mi głowę o koronę. Trzeba było coś wreszcie wykombinować. W sumie zaczęłam w pracy - poświęciłam na dobry początek jeden ze spinaczy (tych większych)
Potem obwinęłam materiałem i złotą nitką (fotki kiepskie bo zrobione telefonem)
Potem w ruch poszło szydełko i powstała pierwsza korona. No ale dasz Melanii palec to chce całą rękę i musiałam zrobić następną - czerwoną.
Oczywiście dwie korony nie zadowoliły Melanii. Przecież musi być jeszcze król (ewentualnie książę). Musiała jednak poczekać na kolejną koronę - w międzyczasie dotarła lalka dla Tymka (chłopaki też mogą bawić się lalkami ;) no i on też chciał koronę. Powstały zatem jeszcze dwie.
hmmm. Właściwie to dla Tyma też zrobiłam dwie korony - jedną zgubił - była troszkę za duża i spadała (cieńszy drucik kwiaciarski i mniej materiału na nim). Z drugiej korony też nie jest zadowolony, też ciągle spada, ale nie da sobie powiedzieć, że jak lalka tkwi głową w dół to w końcu korona spadnie). I dogódź takiemu. o ale czego się spodziewać -rano muszę się upewnić zawsze czy na pewno daję mu odpowiednią koszulkę a nie taką co mu się niepodoba. Dodatkowo powstały w poprzedni weekend dwa pudełka z dyskietek. Pomysł na to znalazłam na stronie "życie rzeczy" tu stronka Pudełko miało służyć na przybory biurkowe, ale zostało domkiem dla kucyków :) Czyli musiała zrobić drugie, aby nie było wojny.
Bardzo dziękuję za komentarze i odwiedziny. Teraz pędzę zrobić jeszcze ostatnie dopakowywanie. Kolejne posty po 22 sierpnia. Pozdrawiam i życzę samych przyjemności.

sobota, 28 lipca 2012

Upał :(

nie wiem jak was, ale mnie strasznie męczą upały. Normalnie wegetuje zamknięta w domu z pozasłanianymi oknami. Marzy mi się temperatura w granicach 26 stopni maksymalnie. W ogródku nie ma jak pracować - jedynie tak jak dziś do 10 - trochę skalniak obdziubałam bo zaczął trawą zarastać.Na szczęście wieczorkiem nadeszły chmury i troszkę zelżało - wyszłam z chłopakami i psem na spacer. Im też upał dziś odebrał siły - Szymek zasnął już przed 20-tą (ewenement). A ja skoro na dwór nie wychodzę skończyłam wreszcie kieckę dla Barbi - a zaczęłam ze 3 miesiące temu (ale ręczne obszywanie było ponad moje siły wieczorem).
Sukienka wykonana z nogawki od legginsów - haft już się na niej znajdował - więc częściowo poszłam na łatwiznę ;) Poniżej sukienka wykonana przez Melanię. Widząc jak szyję też stwierdziła, że ona uszyje sukienkę. Odcięłam kawałek starych rajstop dziecięcych, zaczęłam obszywać brzeg, ale szybko się znudziła - więc naszyła koraliki (było ich troszkę więcej, ale urwały się w czasie zabawy) Ja zeszyłam z jednej strony na ramieniu aby sukienka nie spadała.
Pozdrawiam i dziękuję za komentarze :) DO petra bluszcz : W Śmiełowie byłam, ale tylko przejazdem - więc tak jak bym nie była, w Dobrzycy nie byłam w ogóle - więc dziękuję za polecenie - muszę zaznaczyć jako kolejne miejsca na wycieczki :) Ja polecam jeszcze pałac w Gołuchowie (niedaleko można obejrzeć żubry). Życzę zdrówka i dużo spokoju :)

poniedziałek, 23 lipca 2012

Pałac i zamek

W poprzednią środę postanowiłam zaurlopować. Mieliśmy gości z dość odległych stron (jeden z Belgii, drugi z Podlasia). We wtorek byli w Poznaniu sami a następnego dnia postanowiliśmy pozwiedzać razem. Padło na pałac w Rogalinie i zamek w Kórniku. Rogalin zwiedzaliśmy na początku (krócej otwarty, a w środy bilety za free). Wszelkie informacje tutaj oraz tutaj Byliśmy w pałacu jakieś 3-4 lata temu, ale wtedy w ogóle nie weszliśmy - akurat rozpoczął się remont - nawet z zewnątrz się za bardzo nie prezentował. Obecnie wygląda okazale.
Niestety przed pałacem nie jest jeszcze zrobiony podjazd. W środki jak na razie "gołe" ściany. Przygotowywane są plany drugiej części "remontu". Pałac ma bowiem tak wyglądać jak przed wojną. A z oryginalnego wyposażenia zachowało się niewiele - Raczyńscy część wywieźli, w czasie wojny była tu szkoła hitlerjugend, potem posterunek milicji. Dość powiedzieć, że z pieca kaflowego, który stał w bibliotece a miał ponad 3m wysokości zostało kilka oryginalnych kafli(a propos - w piecach palono od tyłu aby nie brudzić w pokojach). Tak pałac prezentuje się w środku (można robić zdjęcia - bo nic nie ma ;) )
porównanie: przed wojną, w czasie remontu i stan obecny:
Kołyska:
Sufit w bibliotece:
Klatka schodowa:
Część mebli i obrazów można oglądać w bocznym skrzydle:
Londyński pokój Edwarda Raczyńskiego:
Po obejrzeniu pałacu ruszyliśmy obejrzeć ogród w stylu francuskim przechodzącym w angielski. Idąc od pałacu po prawej stronie jest polana rekreacyjna - można na niej zrobić sobie picknik :) Oczywiście dzieciakom bardziej podobało się w ogrodzie niż w pałacu. Na szczęście większe opady zastały nas w pałacu i dzieciaki mogły pobiegać. Z ciekawostek - bywał tu Henryk Sienkiewicz -tu pisał Rodzinę Połanieckich (a nenufary rosły pewnie w pobliskim stawie - fotek niestety brak :( )
Pałac od strony ogrodu:
Dotarliśmy również do dębów. Po kolei prezentują się: Lech, Czech i Rus oraz Edward:
Ogród z "bocznej" ścieżki:
i kwiaty - nie wiem jak się nazywają, ale zapach miały upojny i chyba miododajne - przyciągały mnóstwo trzmieli
Odwiedziliśmy też powozownię:
Pojazd zimowy dla milusińskich:
Okolice pałacu
Niestety ze względu na remont nie można wejść do Galerii Malarstwa Polskiego. Do kaplicy mauzoleum nie dotarliśmy - czas nas ponaglał - Kórnik czekał. Z zamku mam tylko 2 fotki (mało reprezenatywne):
Fotki w zamku można robić po zapłaceniu 10zł. Wstęp 14 zł normalny, rodzinny 30zł.(parking koło zamku 10zł, ale czas postoju nieograniczony) Zamku całego nie zwiedziłam - dzieci miały pilną potrzebę. W Arboretum też nie byliśmy - głód nas przycisnął (a właściwie chęć na obiadek). Informacje o zamku jak i wirtualna wycieczka tutaj oraz tutaj Dzień był pełen atrakcji -chłopaki zasnęli w samochodzie (w końcu prawie cały dzień na nogach). Niestety przy wynoszeniu z auta się obudzili - i znowu happy hours do 21. A mnie katarek dopadł :( Dzięki za dotrwanie do końca, dziękuję za pozostawione pod ostatnim postem komentarze, pozdrawiam i zapraszam do zwiedzania :)